Blog > Komentarze do wpisu
Coś więcej niż kebab
Tydzień temu na SKŚ-u pobiegłem przyzwoicie, ale bez rewelacji. W nagrodę zafundowałem sobie kebab. Jaki wynik taka nagroda. Dziś zasłużyłem na coś lepszego. :)

Rano wyjeżdżamy całą rodziną. Karolina z chłopakami jedzie na kontrolę do dentysty, ja na bieg GP Warszawy. W całym zamieszaniu zapominam zabrać paska do pulsometru i telefonu. A jako, że mój wysłużony pulsometr nie ma fukcji stopera (tak!) - wiem, że wynik poznam dopiero jak ogłoszą go organizatorzy. Na rozgrzewkę funduję sobie ok. 2km truchcik. Tup tup. Na starcie już się kłębi tłum biegaczy. Nie czuję się najlepiej, jestem lekko znużony "dychami" na Kabatach. Ale przynajmniej na dobiegu zdążyłem się dobrze rozgrzać. Podczas rozciągania nagle słyszę "Cześć". Nie do wiary! Na rowerze z psem stoi przyjaciel rodziny, przyszywany wujek. Mieszka niedaleko, i akurat wziął psa na wybieganie ;) Niespodziewane spotkanie i rozmowa lekko mnie rozluźniają. Jeszcze dwa słowa przed biegiem z Mikołajem:

Ja: - Na ile biegniesz?

On: - Na 42 minuty.

Ja: - A ja na dobry wynik. Ale widzę, że nie mam co się pod Ciebie podczepiać. Jesteś za szybki.

Na wąskiej leśnej ścieżce tłoczy się ponad 300 osób. START!

Pierwsze kilkaset metrów to przeciskanie się w tłumie, wyłanianie pierwszej hierarchii. Ja się powoli rozkręcam i ląduję za dwiema dziewczynami z Castoramy. Postanawiam się ich trzymać. Peleton się rozciaga, a mnie dopada zrezygnowanie. Mam dość "dziesiątek" na Kabatach. Mam dość biegania. Mam dość przygotowań do maratonu. Ale biegnę za dziewczynami. W pewnym momencie lekko mi odskakują, a ja ze zdziwieniem stwierdzam, że to już 3km. Tradycyjnie najardziej się umęczyłem psychicznie właśnie na tych pierwszych kilometrach. Dziewczyny odskakują. A ja staram się dogonić jakiegoś biegacza. Udaje się. Kolejne kilometry to constans. Jest już luźno - peleton pewnie ma już ze 2km. Wchodzę na właściwy rytm. Jeśli pojawia się jakiś biegacz szybszy ode mnie - staram się z nim pobiec jego tempem przynajmniej kilkadziesiąt metrów. Niespodziewanie dobiegamy do zakrętu przy Powsinie. Patrzę na zegarek i widzę, że pomimo początkowego zniechęcenia może być dobrze. Nie wiem dokładnie jaki mam czas, ale szacuję, że przy dobrych wiatrach zrobię 46 min. Skręt w lewo, drugi w lewo i zaczyna się prosta prawdy. Jakoś na tyle się rozluźnia, że biegnę praktycznie sam. Ok. 7km truchta sobie para z pieskiem. Piesek bez smyczy i bez kagańca. Spinam się lekko, widząc, że podbiega do biegaczy przede mną i ich obwąchuje. Głupota ludzka nie zna granic... Na szczęście ja mijam psa bezpiecznie. I dalej walczę w samotności. W oddali widzę koszulkę dziewczyny z Entre.pl. Staram się trzymać tempo. Kilometry lecą niepostrzeżenie. Nagle na drzewie wisi kartka 8km. Zaskakuje mnie to. Zazwyczaj dawałem sobie wtedy chwilę na odpoczynek. Dziś nie czuję takiej potrzeby. Minimalnie przyspieszam kroku, mijam ostatniego dziś biegacza. Staram się jeszcze wyrównać oddech przed finiszem. Nagle zakręt. Znowu się go nie spodziewałem tak wcześnie :)

Dobiegam do ostatniej prostej. Wiem, że będzie nieźle! Tam mija mnie Konroz, a to znaczy, że wynik naprawdę może być dobry. Staram się, żeby mi za daleko nie uciekł. Na 300m przed metą przyspieszam, ale nie mam już sił na zabójczy finisz. Walczę o utrzymanie wysokiego tempa na ostatnich metrach. JEST!

Chwila oddechu, złapanie równowagi i podchodzę do laptopa zobaczyć jakiego rzędu są wyniki. Widzę, że biegacz, który mija linię mety ma wynik 44:30. A więc kosmiczna życiówka! Będzie jeszcze lepsza!

Z przygodami wracamy całą rodziną do domu. Siadam do netu. WOW! Już są wyniki! Szukam się w okolicy 44:15. Nie ma. Przwijam. Z emocji aż podskakuję! Od dziś moja nowa życiówka na 10km wynosi...

43:55

Wynik kosmiczny. Jeszcze pół roku temu pobiegłem "dychę" w 55 minut. Chciałem złamać 50 - taki był pierwotny plan na rok 2008. Teraz już w lutym łamię 45 (a nawet 44). A poważne bieganie dopiero się zaczyna...

sobota, 09 lutego 2008, dostatos
Komentarze
Gość: dziewczyna z Castormy, 81.210.21.12*
2008/02/10 16:37:32
Gratuluje!!! a pryz okazji zapraszam na www.jot.waw.pl