Blog > Komentarze do wpisu
Chomiczówka, Chomiczówka...
Po biegu dostałem SMS-a od trenera, że jest bardzo zadowolony z wyniku. Cóż... mogłem urwać jeszcze kilka sekund.

W ostatnich latach na Chomiczówce bywałem sporadycznie. Jakoś nic mnie nie ciągnęło w tamtą część Warszawy. Ani ona piękna, ani specjalnie sentymentalna. Wspomnienie dziewczyny sprzed 15 lat, to za mało, żeby warto było tam wpadać. Aż do dziś. Dziś był XXV Bieg Chomiczówki na dystansie 15 km. Moja pierwsza "piętnastka".

Żeby uniknąć stania w kolejce przed biegiem swój numer odebrałem ok. 9.00 czyli na 2h przed startem. O 10.00 był już Armagedon. Kolejka na kilkadziesiąt metrów, a że lubię się czepiać niedociągnięć szykowałem się, żeby zjechać w internecie organizatorów. No trochę było ich żal, bo dziewczyny się naprawdę starały, uśmiechały i życzyły "Powodzenia". Przyszedłem kontrolnie sprawdzić sytuację na 15 min. przed biegiem i przeżyłem szok. Czego ja się czepnę? Kolejka rozładowana, przy stole tylko jacyś spóźnialscy! Zaskoczony? Baaaaaaaardzo mile.

Ruszamy. Na codzień biegam po wsiach. Po lasach. Czasem po miasteczkach. Zielonych terenach miast. 3 pętle po Chomiczówce były więc świeżym doświadczeniem. Bloki, parkingi, ulice, parkingi, bloki, domki, bloki, podwórka, ulice... Pierwsza runda ciężka. Ciągłe zakręty, organizm się rozgrzewa, straszny tłok. Na pierwszym kilometrze dostaję z łokcia. Męczę się. Całe pierwsze kółko trzymam się za maratończykiem z Zielonej Góry. Nagle zza zakrętu wyskakuje znak 5km. To już? Zaraz za znakiem mijam Zielonogórzanina. Teraz "jadę na kole" jakiegoś zawodnika ubranego na czarno. Na ostatnim kilometrze pętli dubluje nas czołowa czwórka. Lekko przyspieszam. Trzecie kółko leci jak z bicza strzelił. Już wiem gdzie jestem, poznaję charakterystyczne punkty. Po 13km łapie mnie lekka kolka. Nie przerywam biegu, ale muszę zwolnić. Pochylam się trochę i po 500m jest już dobrze. Skupiony na walce ze sobą nie zauważam, że pora przyspieszyć, że to ostatni kilometr. Tradycyjnie na ostatniej prostej mam sporo sił na mocny finisz. Mijam jeszcze jakiegoś zawodnika na kilkudziesięcu metrach, wpadam, na tablicy moje nazwisko 1:12:49 - czas brutto. 

Zanim zdążyłem uregulować oddech - patrzę, a na dole jakiś ludzie stoją przy jakiejś tablicy. Biegacze jeszcze biegną, a w tym czasie - organizatorzy wieszają kolejne wydrukowane strony z wynikami. Jestem w ciężkim szoku! Sprawdzam: 1:12:32 netto! Chwalę się SMS-owo trenerowi. Jest mile zaskoczony - liczył na 1:15-1:17. Ostatnie dwa tygodnie byłem pochłonięty innymi sprawami poza bieganiem. Ale ciężka praca przynosi efekty. Powoli, powoli zbliżam się do mego marzenia sportowego na ten rok... Zaczynam otwarcie o tym mówić - "Złamać 4h w maratonie"!

niedziela, 20 stycznia 2008, dostatos

Polecane wpisy

  • Wrocław Warszawa 17.15

    Kupiłem sobie we wrocławskim Saturnie płytę Obywatela GC "Selekcja" za całe 9,99 zł. Wracając do domu włączyłem. Zawse bardzo lubiłem Republikę i Obywatela GC,

  • Vienna City Marathon 2008

    Sukces ten dedykuję mojej kochanej żonie, bez której niemożliwe byłoby zrealizowanie tego marzenia. Zapracowała na ten sukces w nie mniejszym stopniu niż ja. Be

  • Wiedeń - przygotowania

    Trochę statystyki. * Przygotowując się do maratonu w Wiedniu w ciągu 7 miesięcy przebiegłem ponad 1600km. To odległość w prostej linii z Warszawy np. do Ankary.

Komentarze
Gość: avc, *.lomianki.sdi.tpnet.pl
2008/01/23 17:31:47
Dodałem link do tego tekstu w www.chomiczowka.com
Chętnie dołączę tę "super fotkę" z Biegu Chomiczówki do historii naszego Osiedla.
Pozdrawiam, avc.